Kategorie: Wszystkie | Curriculum Vitae | Galeria | Strona główna
RSS
piątek, 01 grudnia 2006
Oświadczenie Ireny Dziedzic z 1 grudnia 2006 r.

Skała Tarpejska działa. Wszystkie chwyty dozwolone, zwłaszcza ostatnio używane. Mnie jednej, ze wszystkich oskarżanych dziennikarzy odmówiono emisji felietonu w radiowej Jedynce, w którym odnosiłam się do rewelacji „Newsweeka” z 5 czerwca br., współautorstwa jednego z panów Karnowskich (pt.: "Uprzejmie nadaję"), pod patronatem pana Wróblewskiego (obaj od 1 października w „Newsweeku” już nie pracują).

Zdjęto felieton i w trakcie obowiązywania umowy natychmiast wyrzucono z radia. Takich szybkich wykonawców ma radio, bo cóż może wiedzieć to pokolenie, oprócz tego, że opłaca się być wynajętym.

Wszyscy pozostali mogą się bronić i bronią na łamach albo antenach, w których działają. Ale też ja jedna mam argument, w zaistniałym kontekście brzmiący dość humorystycznie: otóż mnie nigdy nikt nawet nie próbował werbować. To przez lata był znak zapytania, ale też i po latach znalazłam odpowiedź. Co było i jest do udowodnienia, ale przed odpowiednią instancją. A młyny sprawiedliwości, jak wiadomo działają powoli. Prawa także.

                                                                                                                          IRENA DZIEDZIC

 

środa, 04 października 2006
"Punkt Widzenia": czy lustrować dziennikarzy?

Skrócony tekst felietonu "Punkt widzenia" Ireny Dziedzic, wygłoszonego 21 maja 2006 r.  - jak co tydzień od czterech lat w audycji "Muzyka i Aktualności", w Programie I Polskiego Radia SA. Okazał się felietonem ostatnim.

Autorka odniosła się do poglądów na temat lustracji dziennikarzy, mówiąc:

"...kilkanaście miesięcy temu, kiedy dość głośno było o projektach samolustracji, także wśród dziennikarzy, byłam przez jedną z prywatnych telewizji pytana o zdanie w tej sprawie. Stwierdziłam, ze jest prawem środowiska dziennikarskiego zlustrować się, jeśli tylko tego sobie życzy. Wspomniałam, że kiedy przechodziłam z radia do telewizji (1956), mniej więcej jedna osoba na 25 była tam agentem. Kiedy po 35 latach (z przerwą w pracy na stan wojenny) mnie odchodzono (1991), jedna osoba na 25 nie była agentem. W trzecim zdaniu przyznałam, że jednak nie jestem pewna, kto kogo w końcu zlustruje: dziennikarze agentów, czy agenci dziennikarzy..."

I na koniec: "...to archiwum trzeba albo zamknąć na sto lat albo otworzyć już. Inaczej, pojedyncze przecieki będą niszczyły ludzi i wszystkim Polakom zatruwały życie przez dziesięciolecia. A po stu latach już żaden historyk nie będzie wiedział, że dokumenty winy i niewinności wystawiali nam esbecy, a nasze życiorysy komponowali z własnych uczynków..."

Od autora: wiadomo, że odpowiedź na pytanie "kto - kogo" Irena Dziedzic otrzymała natychmiast: oni - nas.

Jej felietonów nie ma na antenie od początku czerwca 2006 r.

Wysłaliśmy pytanie: Jak to się odbyło, w jakim trybie publiczne radio zrywa umowy z autorami.

Odpowiedź - jak zawsze przez pośrednika: "niech więcej nie pisze".

I jak od zawsze, robią to redakcyjni funkcjonariusze. Anonimowo. Dyrektora Jedynki jakby już nie było, a Prezes się pakował. Nowi zaczęli od nieodpowiadania na listy. Znowu - jak zawsze.

I jak zawsze są niezmienne: ich odwaga cywilna i maniery.

To zapewnia nam poczucie stabilizacji.

Pozdrawiam wszystkich.