Kategorie: Wszystkie | Curriculum Vitae | Galeria | Strona główna
RSS
piątek, 17 sierpnia 2007
Parę refleksji

              Wszyscy wiemy i uznaliśmy za słuszne, że na prowadzenie samochodu trzeba mieć pozwolenie. Mimo to coraz więcej ludzi zabija się w samochodach, a co gorsza zabija innych. Może zezwolenia, które obowiązują to za mało, może przydałaby się wiedza nie tylko o tym, co samochód ma w środku i jak działa silnik, ale co ma w środku jego właściciel? Jak działa jego charakter, temperament, osobowość, czy „wkurza” go każdy tańszy samochód, który go wyprzedzi? Czy wzbudza jego agresję każda „baba” za kierownicą? Czy pomaga mu w ułańskiej fantazji ćwierć litra alkoholu „w wydychanym powietrzu”? Znają Państwo zwrot bardziej sztampowy? A bardziej precyzyjnie ćwiartka w mózgu? Czy uczono go kiedyś ustępowania miejsca, innymi słowy, czy słyszał kiedy cokolwiek o grzeczności, a jeszcze inaczej – czy wie, co to są maniery?

           Wystarczy wsiąść do miejskiego środka lokomocji w stolicy kraju w środku Europy, aby przekonać się, że wszyscy siedzący tam mężczyźni, młodzi chłopcy, nielaty, nigdy o tym nie słyszeli. Proszę się przyjrzeć w publicznych lokalach, kawiarniach, restauracjach, ilu mężczyzn wstaje, gdy podchodzi kobieta? (Niemcy wymyślili nazwę „Tischdame”) Ilu podaje jej krzesło? Żaden.

            Czy mam dodawać, że maniery nie są zależne od demokracji lub jej braku?

           Oględnie mówiąc, na miasta i także na stolicę spadła patriarchalna kultura wiejska, a ona tak traktuje kobiety. Kto zaprzeczy, że ta ilość już przeszła nam w jakość?

            Na jazdę rowerem też trzeba mieć rowerową kartę, czy tak? Ale już nikt nie kontroluje szaleńczych gonitw i slalomów między przechodniami na chodnikach.

Na płodzenie dzieci

Nie trzeba mieć niczego!

            Wprost przeciwnie, każdemu wolno. Psychopacie, idiocie, kretynowi, zboczeńcowi, alkoholiczce. Potem społeczeństwo ma się składać na wyżywienie, na naukę, na leczenie, na genetyczne wady, bo jeśli nie zagłodzi to porzuci, jeśli nie porzuci to zatłucze, bo płacz będzie mu przeszkadzał, albo w piciu, albo w pijackim śnie, albo w masakrowaniu kobiety. Wolno dzieci mieć kobietom, o których wiadomo, że zapomną o nich natychmiast po urodzeniu, albo wyrzucą na śmietnik, bo dziecko przeszkadza. I znów – wielkie narodowe dyskusje, czy „bidule”, a tam też patologia, czy rodziny zastępcze, na które znów musi się składać społeczeństwo.

            Ale nie ma dyskusji, jakie życie mają te biedactwa od pierwszego oddechu, jakie dzieciństwo; Wystarczy poobserwować na ulicy, jak rozwścieczone matki wrzeszczą na te nieszczęsne maluchy, jak je szarpią, jak te maleństwa się boją…

            A my nic, elegancko, nie należy się wtrącać, bo to sprawy rodzinne i prywatne. Nie zabronimy ludziom płodzić i rodzić, bo prawa człowieka i w ogóle, jesteśmy europejscy, humanitarni i światowi, a dzieci ma być jak najwięcej, bo… demografia i należy mieć kraj „liczący się ludnościowo”.

Wybory? Nawet co rok!

            Jeśli nasi wybrańcy ze sobą się nie dogadają w sprawie podziału, kolejności w likwidacji wszystkiego co zastaną, grup społecznych, praw zawodowych i pracowniczych, rozdziału przywilejów, a szczególnie w eliminowaniu z życia publicznego i społecznego tych, którzy od razu nie pospieszą z hołdem i usługami. Jeśli czystki pokoleniowe będą dla nich najważniejsze, a co najciekawsze – podobnie jak poprzednicy też zostaną uwiedzeni i ulegną nieodpartym wdziękom służb,

mamy to z głowy, niezależnie

od tego ile miałoby to kosztować

i ile jeszcze setek tysięcy Polaków

wyniesie się z kraju.

            Młodzi tego zapewne nie pamiętają, jeśli kiedykolwiek wiedzieli, że Winston Churchill, wybitny polityk, wybitna postać Wielkiej Brytanii i całego wolnego świata, człowiek, który obiecał Anglikom „krew, pot i łzy”, ale przeprowadził ich przez najstraszniejszą z wojen, uratował kraj i państwo, natychmiast po jej zakończeniu usłyszał: „Panu już dziękujemy, Sir”.

Udręczeni, wychodzący z wojennego szoku, liczący straty i leczący rany Anglicy, mieli na tyle przytomności, żeby dojść do wniosku, że

geniusz, który wygrywa wojny,

nie będzie tak samo zdolny do wygrywania pokoju.

Że wojownicy to nie są budowniczowie,

choćby najpiękniej mówili o tym, co zrobią.

            Nie dodając, że jeśli będą potrafili. Charaktery nie te, środki nie te, sposoby nie te, i nie tacy podkomendni, którzy ślepo wykonują rozkazy, tylko lojalni i kompetentni współpracownicy. Nie dlatego lojalni, że zdarzył im się jedyny moment: takie stanowiska, takie pieniądze, takie znaczenie i taka władza nad ludźmi, których w życiu by nie doświadczyli, bo właśnie nie te kompetencje.

            Nie dlatego używa się określenia sztuka rządzenia, że ktoś kiedyś wymyślił błyskotliwe powiedzenie, tylko dlatego, że to jedna ze sztuk najtrudniejszych, której trzeba się uczyć zanim przystąpi się do szkodzenia, głównie za pośrednictwem cech własnego charakteru.

            Charakteropatia to głównie geny i wychowanie. Może to się leczy? A może kandydatom do rządzenia potrzebne są portrety psychologiczne. A naród, jeśli będzie je znał podczas wyborów, nie będzie mu potem wolno narzekać.

To chyba nie jest tajemnica, że ta powtórka będzie kosztowała?

            Rzeczpospolita zapłaci. I tylko tyle, że emerytury będą relatywnie coraz niższe, a jedzenie coraz droższe. Leczenia – nie będzie wcale. Za to hasła wyborcze będą brzmiały:

 „Nigdy nie było wam tak dobrze”

Już brzmią.

Czy nie jest genialny pomysł?

            Aby w telefonach komórkowych mieć zanotowane numery osób najbliższych, które można powiadamiać o wypadku? A najważniejsze, żeby była grupa krwi.

            Była w starych, ale nie ma jej w nowych dowodach. W nowych dowodach nie ma już niczego poza miniaturą zdjęcia z lewym uchem i nazwiskiem. Będą jeszcze odciski palców. Na wypadek, gdybym chciała pojechać do USA i zostać nielegalnie. Mówi się też: kiedy wyglądasz jak na zdjęciu w dowodzie, czy paszporcie, idź do lekarza. Komórki są tym sprzętem, który teraz kradziony jest najczęściej. Wystarczy na moment odsłonić kieszeń, nie trzeba aż zasłabnięcia, ani aż utraty przytomności. Umieszczone tam numery osób bliskich będą służyły złodziejom dla żądania okupu, a grupa krwi porywaczom dla zrobienia dużej krzywdy. Zapytajcie lekarzy, co można złego zrobić człowiekowi, jeśli się pozna jego grupę krwi. Same komórki też się przydadzą.

            Powiedziano mi dopiero po szkodzie, że najczęściej kradną w internetowych kawiarenkach. Zatrzymują pieniądze, podobają im się portfele a dokumenty rozrzucają po najbliższej okolicy. Jest dobrze, jeśli znajdzie je policja. Nie jest dobrze, że zamiast zawiadomić poszkodowanego, rozsyła te dokumenty do wszystkich, którzy je wystawiali. A ci albo powiadomią albo nie. Dowodów złodzieje nie wyrzucają, nawet „książeczkowych” i nawet przeterminowanych. Przerabiają i …. biorą kredyty w bankach. Potem banki do komorników, a komornicy wyrzucają ludzi na bruk, bo banki nie potrafią sprawdzać wiarygodności dokumentów. Złodzieje zatrzymują także przepustki ze zdjęciem, np. do siedzib mediów itp.

            Jak można się bronić? Przede wszystkim jak najszybciej zgłosić się na policję (liczą się godziny!), i uzyskać poświadczenie + spis skradzionych dokumentów. Data zgłoszenia będzie mówiła, że to nie właściciel posłużył się dowodem dla oszustwa.

            Złodziejski fach to też amatorszczyzna i brak manier. Kiedyś przynajmniej dokumenty odsyłali pocztą albo wrzucali do skrzynki.

Nie ukrywajmy, że się nie liczy

Polska od wieków uważana była za kraj pięknych kobiet. Gdzie te Polki wylądowały, jakich karier nie robiły?…

            Gdzie te kobiety, hej! Eleganccy panowie od dawna mówią, że nie ma kobiet brzydkich, bywają tylko trudne urody.

            Czy Państwo zauważają, jak właśnie takie nam się rozmnożyły? Jak przeważają? Jeden hollywoodzki uśmiech na całą ekipę, to za mało. Ale do obsługi, usługi, lojalności, posłuszeństwa, uległości, nadają się właśnie najlepiej te trudne. Żon i osobistych narzeczonych nie denerwują, a płci panującej oszczędzają frustracji. Myślę, że ci panowie dobrze wiedzą, że u ładniejszych szans nie mieli by nawet teoretycznie a zatem bardzo tych ładniejszych nie lubią. Wyższych ponad 160 cm w kapeluszu – także nie.

Dawno temu, na festiwalu filmowym w Wenecji, mając zapewnione miejsce na sali, wyszłam, aby popatrzeć na wchodzącą publiczność: sami całkiem nieduzi faceci prowadzili dziewczyny jak strzały – takie piękne, takie zgrabne i takie wysokie. I jacy byli dumni, ci niewysocy Włosi!

            Ten trend też chyba idzie z góry, bo takiego zalewu brzydoty w mediach, na estradzie, nie było, od kiedy pamiętam. Takiej pospolitości, pretensjonalności, braku elegancji – same za ciasne żakieciki, całe w fałdach, zapięte na guzik pod biustem. Problemy z aparatem mowy, z niemikrofonowymi głosami, problemy z telegenicznością.

            Urody Polek bronią teraz przed światem jeszcze tylko nasze Złotka.

            Ludzie, telewizja jest do patrzenia!

            Pozdrawiam, c.d.n.

 

wtorek, 14 sierpnia 2007
Proszę Państwa, Proszę Państwa, wydanie specjalne:

 

Rekapitulacja, czyli obelg lustracyjnych

początek i ciąg dalszy

 

1)    11 czewca 2006 r., NEWSWEEK: WYDAWCA: AXEL SPRINGER S.A.

Autor: Michał Karnowski,

pomoc: Amelia Łukasik;

red. nacz.: Tomasz Wróblewski

 

                                                                 „UPRZEJMIE DONOSZĘ”

archiwalne zdjęcie z próby kamerowej TELE ECHA

z lat 70-tych i dramatyczne pytanie:

JAK ZWERBOWANO IRENĘ DZIEDZIC?

(były także nazwiska czterech innych dziennikarzy, jedynie przy moim brak opisu „przestępstw”.

2)     1 października 2006 r.:

Wróblewski i Karnowski znikają z „Newsweeka”, Łukasik w nagrodę próbuje sił w radiowej JEDYNCE, po czym wraca do macierzystej RZECZPOSPOLITEJ. Karnowski ląduje w DZIENNIKU, jego bliźniak awansuje z radiowej TRÓJKI do SYGNAŁÓW DNIA (skąd chyba rzadko wraca do domu). Jak na imigrantów sprzed paru lat, krzywa kariery błyskawicznie pnie się w górę.

 

3)    31 listopada 2006 r.: TVP S.A., PROGRAM 1 (TV PUBLICZNA): 

Autorki: Anita Gargas,

Dorota Kania,

Odpow.: Małgorzata Raczyńska

Prezes: Bronisław Wildstein

                                                                            „MISJA SPECJALNA”

                                                                                   

            wymieniono kilka nazwisk dziennikarzy, jako

agentów, wśród nich Irenę Dziedzic.

 

4)    1 grudnia 2006 r.: BLOG IRENY DZIEDZIC:

„… NIKT NIGDY NIE PRÓBOWAŁ MNIE WERBOWAĆ, CO BYŁO I JEST DO UDOWODNIENIA, ALE PRZED ODPOWIEDNIĄ INSTANCJĄ”

 

5)    11-12 sierpnia 2007 r., DZIENNIK: WYDAWCA: AXEL SPRINGER S.A.

Autor: Luiza Zalewska (cudem pozyskana do akcji, także z „Rzeczpospolitej”)

red. nacz.: Robert Krasowski                           (Brawo! Co to może się przydarzyć subtelnemu intelektualiście i filozofowi. To już na stałe, czy tylko przymiarka?)

 

str. 14-15: „AGENCI BEZPIEKI. […] JAK UKŁADAJĄ SIĘ LOSY UJAWNIONYCH (!) KONFIDENTÓW”

Zmodyfikowana lista dziennikarzy, plus aktorskie dzieci i księża. Oraz: „Irena Dziedzic….. Straciła felieton w Polskim Radiu, ale prowadzi własny blog w internecie

Następuje opis własnymi słowami tego, co jednym okiem w moim blogu dostrzegła, a jeszcze czymś innym zrozumiała. Oraz informacja własna: „… bezpieka skusiła ją w latach 50-tych wysokimi pożyczkami” (!) Ona to wie, ona ma dowody. Czy tylko dyspozycje, że wskazani mają być skazani bez dowodów? Należy domniemywać, że sięganie po dowody sprzed własnego życiorysu stanie się specjalnością nowej – z przeproszeniem – gwiazdy dziennikarstwa śledczego AXEL SPRINGER S.A.

 

A tak między nami, komu niby miałam aż tak zawidzić, jak wy mnie, aby na niego tak szczuć, z takiej zemsty, jak wy na mnie? Nie pamiętam, kto wart był aż takiej fatygi.

            Ach ta schizofrenia naszych specjalnie specjalnych. Jeśli kobieta nie chce z nimi zatańczyć, bo jest w towarzystwie i nie jest fordanserką, to nie oni obrażają ją, tylko ona obraża im mundur. Jeśli za to się mszczą ponad pół wieku to: w tajnych rewizjach domowych szukają dowodów na obcość etniczną, działalność wywiadowczą a jeśli ich nie znajdują, to zawsze jeszcze zostaje im szeptanka: „Donosiła na kolegów i przyjaciół”. Aha, jeszcze za pieniądze.

            A wy pozwalacie sobą manipulować. Że też wam nie wstyd wynajmować się do takiej brudnej roboty… I to jest dziennikarstwo?

            Dziękuję Bogu że przez 61 lat w zawodzie nikt nie ośmielił się takiej drogi awansu proponować mnie. Tak jak nikt nie próbował mnie werbować, co już wam pisałam, ale wam ta wiedza dziwnie nie pasuje.

 

MÓJ KOMENTARZ:

            Może istnieją dwa rodzaje teczek, dla zaszczuwanych i dla tych, których mają zaszczuwać. Jeśli tak, to podajcie choć jedno nazwisko i dowód z tego donosu. Z takiej paplaniny jak mantra zawsze wyłoni się zaklęcie: „donosiła na kolegów i znajomych” (albo: „na kolegów i przyjaciół”).

            Których kolegów? Których znajomych? Których przyjaciół? Do kogo donosiła, znaleźliście choć jeden dowód? Pokażcie go.

            Wśród moich kolegów nie było przyjaciół a wśród przyjaciół nie było kolegów. Przez ponad 40 lat nikt z telewizji nie bywał u mnie w domu (z wyjątkiem inspicjenta z papierami i listami). Przez ponad 40 lat ja nie bywałam w domu u nikogo z telewizji, z wyjątkiem jednej pary, w tym czasie już poza telewizją, która na szczęście nie doczekała upiornego szczucia.

            W latach 50-tych nie potrzebowałam pożyczek. I co jeszcze? Od roku powtarzacie za sobą nawzajem te same brednie. Nie zmuszałam czasem staruszek do przejścia przez jezdnię? Mimo, że bardzo nie chciały?

            Powiększa się ekipa donosicieli na wytypowanych „donosicieli”. Szczęśliwie nie przeszkadza im ani brak wiedzy, ani praktykancki jeszcze wiek, wykonują zlecone zadania, nagrody – natychmiast po wykonaniu. M.in. awanse na „kapciowych”.

            Gdzie indziej też manipuluje się młodymi, którzy nie mają ochoty zapracowywać, chcą już, teraz i dużo. Ale gdzie indziej mówi się przynajmniej, że tak nie wolno.

            U nas za to się nagradza i mówi, że to „wymiana elit”.

            No to, dla pamięci, raz jeszcze nazwiska tej „elity”, których już doświadczyłam:

Michał Karnowski

Amelia Łukasik

Tomasz Wróblewski                                    (wszyscy: „NEWSWEEK”, AXEL SPRINGER S.A., 11 czerwca 2006)

Luiza Zalewska

Robert Krasowski                                        (oboje: „DZIENNIK, AXEL SPRINGER S.A.,

11-12 sierpnia 2007)

WOLNE WNIOSKI:

Swoją drogą, dziwne skojarzenia i takież domysły musi budzić aż takie zaangażowanie właśnie niemieckiego wydawnictwa, w eliminowaniu z polskiego życia publicznego właśnie starszych dziennikarzy, księży, aktorów – szczególnie postaci znanych.

Moi młodzi czytelnicy mogą nie od razu skojarzyć o czym myślę, ale jeśli powtórzą Państwo starszym, będą wiedzieli, bo podobne cele, ponad pół wieku temu, mogły dotyczyć także ich, ich bliskich, przyjaciół i znajomych, albo takich, którzy – jak ja – mogli być świadkami. I mają pamięć.

Skoro nasza wojna o cały tort się nasila i angażuje wszystkich swoich, być może to naturalne, że rozprawianie się ze wszystkimi „nie swoimi” przez mściwych i zawistnych frustratów zlecono „firmie zewnętrznej”? A może tylko przyjęto ofertę, co to za różnica?

*   *   *

PS. Szanowni Państwo, skoro wchodzimy na taki grunt, nie może obyć się bez anonimów (przyjmijmy, że to też jest domena mściwych i zawistnych frustratów). Internet to takie narzędzie, że pozwala anonimy rozszyfrowywać. Ten anonimowy tekst z Tychów brzmiał: „Irena Dziedzic donosiła na swoich przyjaciół. Zdradzała ich za pieniądze. SPRZEDAWAŁA przyjaciół i znajomych. DLA MAMONY. Bycie administratorem tej pani to wstyd. Wielka siara”.

            A po lwowsku rzecz nazywając, pisać takie anonimy to wielki sztemp. A być lokajem wynajmowanych, to taka chwała? Znaleziono nazwisko: „Adrian Loska”. Nigdy nie miałam złudzeń, że ten klan darzy mnie szczególną sympatią. Od lat powtarzam: warto poczekać.

 

Koniec wydania specjalnego, c.d.n. wkrótce.