Kategorie: Wszystkie | Curriculum Vitae | Galeria | Strona główna
RSS
sobota, 21 kwietnia 2007
Spokojnie, oliwa – sprawiedliwa

 

Szanowny i Szanowany, Podziwiany,

Panie Profesorze, na Boga, niech się Pan nie tłumaczy, a jeśli już to przed właściwą instancją, byle nie przed oszczercą, który - jak oni wszyscy – nie ma odwagi stanąć przed Panem, ale bardzo chciał stanąć przed kamerą!

            Jeszcze trochę, a będzie wiadomo, jak po takim ataku należy się zachować i czy czasem Panu nie będzie trzeba czegokolwiek udowodnić, a nie Pan będzie udowadniał, że nie jest wielbłądem.

            Niedługo też – proszę to zaobserwować – jak będzie awansował ten Pański samozwańczy czy delegowany detektyw – śledczy – prokurator – sędzia w jednej osobie. Przecież on wyciągnął właściwe wnioski, obserwując jak to: z nieznanego bytu, za rzucenie obelgi awansuje się, już to na stanowisko codziennego komentatora wszystkiego i wszędzie, już to do niedawna nikomu nieznanego brata upycha się na stanowisko wicedyrektora czegokolwiek, z perspektywą rychłej placówki gdziekolwiek, byle za oceanem. Niedługo pewnie dowiemy się, gdzie został dyrektorem, bądź głównym reżyserem, bądź nadredaktorem; jakiś teatr, jakaś telewizja, jakieś radio w ostateczności, aby tam, z tą porażającą męską urodą zażądać baletu młodych „lasek”, żeby zamiast „starych bab” tańczyły wokół niego oferując usługi wszelakie. I nareszcie będzie mógł bezkarnie posługiwać się

językiem menela na statusie inteligenta,

bo taki język staje się właśnie główną wykładnią słuszności poglądów. Wszelakich. Mogą go nawet za to szybko wyrzucić, ale już będzie w nomenklaturze, a to się zawsze liczyło…

            Proszę także zauważyć, jak znowu zbiegło się kolejne polityczne zawirowanie z kolejnym znanym nazwiskiem (Pańskim mianowicie), rzuconym do obróbki mediom i publiczności. Być może to, co się dzieje teraz, jest ważniejsze, niż nam się wydaje, skoro padło aż na Pana!

            Ileż spraw załatwia się przy okazji? Błoga oliwa na złość pominiętych, na frustrację zmarginalizowanych, na przestępujących z nogi na nogę jeszcze niezauważonych, którym już obiecano: potrafią, nie potrafią, ale już, zaraz, będą decydowali. O Panu, o mnie, o wszystkich, którzy urodzili się przed 1972 rokiem, bo w ten sposób odbywa się – europejska rzec można – wymiana pokoleń! Przecież słychać już jej skutki w radio i widać w telewizji. Widać już skutki wymiany takich jak Pan humanistów na tych, z którymi będzie się budowało mosty, drogi, autostrady i stadiony, czyli na  t e c h n i c z n y c h!  Co więcej, to my będziemy musieli się uczyć ich języka, który coraz bardziej językiem polskim nie jest.

Cokolwiek powiemy, sygnał został dany, proces trwa.

           

A ja będę się upierała, że to co obserwujemy i co ma nami potrząsać, niekoniecznie jest tylko polityką. Według mnie bardziej jest charakterologią, niż polityką, w niektórych wyraziście manifestujących się przypadkach, jest wręcz charakteropatią.

            Jeśli tak, to zemsta  m u s i  być mylona ze sprawiedliwością. Gdzie drwa rąbią…

Nie wiem, jak Pan Profesor, ale ja próbuję sobie teraz przypomnieć, czy na pewno głosowałam na rąbanie drew. I mnie, przy okazji. Bo ja akurat ponoszę konsekwencje tego, że opowiedziałam się  z a  lustracją. W moim zawodzie.

Za lustracją, nie za anihilacją.

            Atak na mnie nastąpił właśnie po tym, jak to zrobiłam.

            Albo zdenerwowałam albo wystraszyłam tych, którzy tam zostali - im nic nie grozi, bo nastali po sezonie.

Ale nie traćmy nadziei, może przecież zdarzyć się tak, że powstaną takie sądy, przed którymi będziemy mogli upomnieć się o prawdę (która nas wyzwoli). I o naszą krzywdę. Sądzić będą – oczywiście – korzystający z łaski późniejszego urodzenia (ten termin wymyślili Niemcy i brzmi on: „Die Gnade des späteren Geburt”) i referentem, bo przecież nie prokuratorem, też będzie ktoś spośród nich, ale już objaśniać im tło historyczne, sytuacyjne, socjologiczne, polityczne i dziesiątki innych związków przyczynowych - słowem adwokatem, będzie musiał być ktoś, kto zna epokę, ówczesne mechanizmy, historię, psychologię itp.

            Przy okazji anegdota, ale z życia wzięta. W 1964 r. byłam w grupie dziennikarzy na konwencji wyborczej w San Francisco, do której to grupy podszedł słynny Sam Goldwater, i z jego udziałem, po naszej prezentacji, odbył się taki dialog:

            On: - Wy jesteście z Polski?

            My: - Tak jest, jesteśmy.

            On: - Wyście mieli, te, no, obozy koncentracyjne?

            Ja: - Tak, mieliśmy niemieckie obozy koncentracyjne w Polsce.

            On: - Powiedzcie mi, dlaczego ci ludzie nie brali sobie adwokatów?

Przyznają Państwo, anegdota tyleż humorystyczna ile ponura. Ale dowodzi, że nie trzeba nawet różnicy pokolenia, aby następcom nie kojarzyło się wiele spraw.

Wracając do wyobrażanego sobie ewentualnie sądu: jeśli na przykład teraz wymyślą Panu jakiś pseudonim, o którym nie miał Pan i nie ma pojęcia do dziś, a będzie to pseudonim w spadku po jakimś autentycznym agencie, to kwity znalezione na tamtego agenta, będą mogły być przypisane Panu?

Miejmy jednak nadzieję, że jeśli powstaną takie sądy, to lustracja przed nimi, oczyszczanie się przed nimi z pomówień, obelg i krzywd, będzie taką, w których oskarżenia, dowody oraz ich  a u t o r z y  będą znani  t a k ż e  oskarżonym, a nie tylko oskarżającym, znacznie wcześniej znającym wyrok. Mogły by nazywać się "lustracyjnymi sądami odwoławczymi" i nie musiały by wypatrywać tych spraw w natłoku innych, o ukradziony rower czy nie zwrócone długi.

Przeczytane:

„Fundamentaliści dlatego są tak męczący, że nie prowadzą dialogu, potrafią tylko rozkazywać, albo walczyć między sobą albo represjonować wszystkich pozostałych, którzy nie chcą interesować się ich zabawami…”

Tyle na dziś, pozdrawiam wszystkich, dziękuję za odwiedziny.

c.d.n.