Blog > Komentarze do wpisu
Więc jak to jest z tym honorem?...

            ...na przykład autorskim? Sądy są przygniatane pozwami w tych sprawach. A jak się tłumaczą amatorzy cudzych pomysłów? Że chcieli to wzięli - bo wszystko, co ktoś inny wymyśli, dla amatorów jest własnością publiczną.

            Funkcjonuje w cywilizowanym świecie parę wynalazków, począwszy od elektryczności, które też stały się własnością publiczną, ale autorzy odebrali należne im honoraria.

            Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby „TELE-ECHO” nazwać programem legendarnym. Nigdy nie powiedziałam, że cokolwiek mego autorstwa było „kultowe”. A jednak program splagiowany z „TELE-ECHA”, tylko po to, żeby z żony uczynić gwiazdę (tak jak by to zależało od formuły) dziś po latach ogłaszany jest jako „kultowy” właśnie. "Studio 2" było rozbudowanym do kilku godzin „TELE-ECHEM” i musiało chodzić co drugi tydzień, na zmianę z nim (na antenie było prawie dziesięć lat). Ponieważ sama żona rady by nie dała, dodano jej dwóch panów. Jeden nie żyje a drugi rozpowiada, że to on „ustanowił i wprowadził do telewizji dziennikarski wywiad” (w latach 70-tych, kiedy „TELE-ECHO”, złożone właśnie z wywiadów istniało od 1956).

            Zaprosiłam kiedyś do „TELE-ECHA” śpiewającą rodzinę: rodzice i bodaj siedmioro dzieci. Z tego jednorazowego pomysłu (czego się nie robi dla żony?) stały program na kilka lat: na zaistnienie w telewizji i na zarabianie.

W 1992 r. wydałam książkę „TERAZ JA”, która do tej pory jest do kupienia, nawet w internecie, ale z hurtowni została skonfiskowana po dwóch tygodniach. W tej samej telewizji, od pewnego czasu mamy „autorski” tytuł „TERAZ MY”.

Przez cztery lata (2002-2006) co tydzień mówiłam w Polskim Radio 1 autorski felieton pt. „PUNKT WIDZENIA”. Ta sama telewizja ma teraz „INNY PUNKT WIDZENIA”.

Że są to wyrażenia potoczne? Tak. Ale jeśli z potocznych tekstów powstaje TYTUŁ, to już jest POMYSŁ. A pomysł to jest własność.

W latach 1977-1980 prowadziłam rokrocznie FESTIWAL INTERWIZJI w Sopocie. Ponieważ były to wspólne pieniądze, to i rozmach był nie ten co przedtem pagartowski i wystawa nie ta, i gwiazdy nie takie.

Rok temu (2006) na początku września zagadywali mnie ludzie w publicznych miejscach: „Pani tutaj? Przecież wczoraj była Pani w Sopocie!”

Byłam, ale dwadzieścia sześć lat temu i jeszcze trzy lata wstecz, a przedtem jeszcze od 1961 r., czyli od pierwszego festiwalu sopockiego. Ale kiedy ta telewizja rok temu kupowała od telewizji publicznej mój wizerunek na sopockiej estradzie, w dwóch miejscach umowy podpisała, że mogą go użyć, ale pod warunkiem uzyskania mojej zgody. Nawet się nie pofatygowali, żeby zapytać, ale użyli. Tłumaczenie: „Pani Dziedzic jest publiczną własnością i my mamy do niej prawo”.

Akurat!

            W tym roku także zażądali moich zapowiedzi z Sopotu, ale usłyszeli: „owszem, sprzedamy, ale pod warunkiem, że przyniesiecie na piśmie zgodę pani Dziedzic”.

            Znów się nie pofatygowali, to i nie mieli.

            Czy nie byli by Państwo skłonni podzielić mojego wniosku, którego jestem niemal bliska, że w  t e j  telewizji po prostu podobają się moje pomysły?..

            Miałabym jeszcze kilka niezłych, ale się boję, bo spotka je ten sam los: własności publicznej, należnej, jak wiadomo, telewizyjnym magnatom.

czwartek, 06 września 2007, irenadziedzic

Polecane wpisy

  • Odpowiadam

    Szanowny Panie, Młodszy Kolego, Mariuszu Sz.: Śmiałam się przez pół nocy. Okazuje się, że tym razem Pan pozbawił mnie snu. Nie to, żebym chciała się Panu zaraz

  • Cienie, dymy, niewidy

    Śmieszyć, to on nie śmieszy, ale tumani i przestrasza. Niby logiczne: nie chcą podziwiać, nie chcą się zachwycać, nie chcą recenzować? NIECH PRZYNAJMNIEJ SIĘ BO

  • Obrona źle widziana

    Za pomówienie, artykuł 212 kodeksu karnego przewiduje do 2 lat. Na początek ustanawia się tylko jeden rok na wniesienie pozwów, żeby jak najszybciej zastosować